Jan Harasimowicz

Po pierwsze – Kresowiak z Ziemi Wileńskiej, po drugie – farmaceuta z wykształcenia i wykonywanego zawodu, po trzecie – człowiek o artystycznej duszy, rzeźbiarz i malarz, projektant i wykonawca monumentalnych figur przestrzennych, autor stylowych witaczy na rogatkach Strzelna, współorganizator i uczestnik plenerów artystycznych, miłośnik miasta, popularnie nazywany „Magistrem“. Nie angażując się w życie polityczne jest bardzo aktywnym na niwie społecznej, a szczególnie w szeroko pojętej dobroczynności – to dobry człowiek…

O Janie Harasimowiczu należy mówić jako o niezłomnym działaczu regionalnego i branżowego ruchu solidarnościowego. Jest on swoistą legendą poczynań związkowych w mieście i regionie, zapoczątkowanych w lecie 1980 roku. Starsze pokolenie strzelnian postrzega w nim nieustraszonego bojownika ruchu „Solidarnościowego“, ojca „Solidarności“ strzeleńskiej, zarówno tej robotniczej, jak i chłopskiej oraz inteligenckiej. Ta karta biogramu mistrza Jana zapisana została złotymi zgłoskami w dziejach naszej małej ojczyzny. W tajemnicy przed komunistami, od 1980 roku, na zapleczu Apteki pod Orłem przy Rynku 2 spotykali się działacze niezależnego ruchu związkowego. Tu rodziły się pomysły na inną Polskę, tutaj też padły pomysły na tworzenie struktur „Solidarności“ w poszczególnych zakładach strzeleńskich oraz wśród rzemiosła i chłopów. Przy okazji wspomnę nazwiska: Stanisława Lewickiego, Włodzimierza Wdowiaka, Kazimierza Halaka, Tadeusza Mateńki, Zygmunta Belińskiego i wielu innych, którzy w stanie wojennym konspirację przenieśli do Głuchej Puszczy do leśniczówki Stanisław Pijarowskiego.

Jan Harasimowicz, Marian Przybylski Stanisław Dobrzyński w rozmowie o artyście malarzu Józefie Myślickim.

Jan Harasimowicz urodził się 13 stycznia 1940 r. w Stajkach na Wileńszczyźnie, jako syn Jana i Marii z domu Pupin. Tam przeżył pacyfikację wsi przeprowadzonej przez Niemców, a która późniejszymi relacjami matki na trwałe zapisała się w jego pamięci. Oto jak wspomina tamte dni:

Miałem wtedy dwa lata. Mój ojciec od 1939 r. był w niemieckiej niewoli. Partyzanci powiadomili mieszkańców Stajek o grożącym im niebezpieczeństwie. Uratowała mnie moja dzielna mama Maria. Przez błota i lasy przedzieraliśmy się w nocy do sąsiedniej wsi. To było pięć kilometrów dzielących życie od śmierci. Niektórzy po prostu nie uwierzyli partyzantom i zostali. Wieś liczyła około stu osób. Większość stanowili Polacy. Prawie wszyscy zostali żywcem spaleni w stodole. Kiedy byłem w Mińsku w 1982 r., pojechałem w rodzinne strony. Po wsi nie było śladu. Stajki przestały istnieć.

Ojciec Jana przetrwał wojnę i dzięki znajomości języka niemieckiego dostał pracę poza obozem w gospodarstwie rolnym w okolicach Ornety. Zimą uciekł i w przebraniu pomocnika maszynisty dojechał do Białegostoku, a stamtąd dotarł do wsi Dowiaty, gdzie schroniła się rodzina Harasimowiczów. Tam się spotkali, a po zakończeniu działań wojennych, w 1945 r. zamieszkali w Wilnie.

Podczas naszych spotkań w strzeleńskiej aptece Jan często wspominał tamte czasy, a szczególnie głód, panujący w Wilnie w latach 1946-1947: – Władze stalinowskie wprowadziły kartki żywnościowe i na nie co trzy dni dostawaliśmy 300 gramów chleba i to na rodzinę. W Wilnie chodziłem do szkoły. Wówczas mieszkało tam bardzo dużo Polaków. Szkoła stopnia podstawowego była czteroklasowa. W pierwszej klasie uczyłem się po polsku, a nauczycielami byli Polacy. Pod koniec roku szkolnego nauczycielka z płaczem poinformowała nas, że w myśl nowego prawa nie możemy już uczyć się po polsku, tylko po litewsku. Tak więc, musieliśmy rozpocząć ponownie klasę pierwszą, tym razem w języku  litewskim. W szkole nie można było mówić po polsku, jedynie po litewsku. Wówczas grupa rodziców pojechała do Moskwy, by przedstawić sytuację polskich uczniów na Litwie. Tam przekonano Rosjan i polskie dzieci na Wileńszczyźnie mogły na powrót uczyć się po polsku.

Po ukończeniu szkoły podstawowej Jan rozpoczął naukę w średniej szkole na Antokolu. W 1959 r. zapadła decyzja, by nie przyjąć obywatelstwa Radzieckiego, rodzina Harasimowiczów wyjechała do Polski. Osiedlili się w Bydgoszczy, gdzie ojciec kupił dom. Tam zajął się ogrodnictwem szklarniowym. Jan został przyjęty do VI Liceum Ogólnokształcącego w Bydgoszczy i tam kontynuował przerwaną naukę. Po maturze uzupełniał naukę w dwuletnim technikum farmaceutycznego na placu Wolności w Bydgoszczy. Przez rok pracował w aptece „Pod Łabędziem”, a następnie w aptece przy Wełnianym Rynku.

W 1966 r. rozpoczął studia w Akademii Medycznej w Gdańsku, na Wydziale Farmacji. Studia były pięcioletnie. Dyplom magistra farmacji odebrałem w 1971 r. Po studiach powrócił do Bydgoszczy. Tutaj podjął dalszą pracę w miejscowych aptekach oraz zawarł związek małżeński z Mieczysławą z Lubomirskich. W roku 1973 Jan Harasimowicz zamieszkał w Strzelnie, gdzie został kierownikiem apteki „Pod Orłem”. W licznych wywiadach mawiał: – Ze Strzelnem związałem się na stałe. Kujawy to moja drugą „mała Ojczyzna”. Mam tutaj rodzinę, córki, zięciów, wnuki. Wszyscy to Kujawiacy. Wszystkie córki są farmaceutkami.

Obok farmacji sztuka stała się jego drugą pasją. W Gdańsku zaczął tworzyć ikony, w Bydgoszczy zainteresował się rzeźbą, a dopiero w Strzelnie podczas nocnych dyżurów w aptece czas poświęcał swoim zainteresowaniom artystycznym. Na zapleczu zrobił sobie warsztacik i tam rzeźbił, a później również malował. Inspiracją dla jego twórczości stały się strzeleńskie kolumny romańskie z miejscowej bazyliki. Detale z nich zaczął rzeźbić w formie płaskorzeźb, które wykonywał w drzewie lipowym. Ponorbertański kościół Świętej Trójcy i Najświętszej Maryi Panny z romańskimi kolumnami oraz rotunda św. Prokopa wywarły ogromny wpływ na twórczość Jana Harasimowicza. Jego prace przeniknięte są duchem romańskim, choć nie gardzi wzorcami czerpanymi również z pięknych rycin zawartych w starodrukach farmaceutycznych i medycznych.

Jan Harasimowicz w pracowni
Jan Harasimowicz ze swoją pracą

Pracownia rzeźbiarza na zapleczu nowej, tej przy ul. Świętego Ducha Apteki Romańskiej to miejsce niezwykłe. Tutaj spotyka się z przyjaciółmi, spędza czas nad artystycznymi medytacjami, który plonem są płaskorzeźby Ostatniej Wieczerzy Pańskiej, wizje dawnych pracowni farmaceutycznych, gabinetów medycznych, przeplatające się z krzyżami i postaciami rzeźb Chrystusa Frasobliwego. Jedna z takich rzeźb stoi na murku, pod krzyżem przy aptece, a przy Placu św. Wojciecha, przy opłotowaniu strzegą zespołu poklasztornego monumentalne figury wojów piastowskich, którzy z okazji 750-lecia nadania Strzelnu praw miejskich również wyszły spod dłuta mistrza Jana. Dodać należy, że i z tej okazji na rogatkach miasta (poznańskiej i konińskiej) ustawiono zaprojektowane przez niego kapliczki przydrożne z jego płaskorzeźbami. W latach 1995-1996 był członkiem Komitetu Odbudowy Pomnika św. Wojciecha w Strzelnie.

Prace artysty Jana Harasimowicza cenione są zarówno w Polsce, jak i poza jej granicami. Trafić na nie możemy między innymi w Muzeum Archidiecezji Gnieźnieńskiej i Muzeum Farmacji Wielkopolskiej Okręgowej Izby Aptekarskiej w Poznaniu, w kolekcjach prywatnych, a także w muzeach zagranicznych, na przykład w Watykanie, Japonii, RPA, Norwegii czy we Francji. Trzy płaskorzeźby Jana Harasimowicza zostały wręczone papieżowi Janowi Pawłowi II. Artysta jest również autorem projektu statuetki Galena, przyznawanej w województwie kujawsko-pomorskim laureatom tytułu Aptekarz Roku. Za wkład w rozwój kultury polskiej 18 grudnia 2008 r. został odznaczony medalem „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”, nadawanym przez Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. 20 lutego 2014 r. podczas uroczystej sesji Rady Miejskiej w Strzelnie w murach Domu Kultury, strzeleńscy radni jednogłośnie podjęli uchwałę w sprawie nadania Janowi Harasimowiczowi Honorowego Obywatelstwa Miasta Strzelna. 

Cenią go szczególnie jego klienci i to nie tylko jako farmaceutę, ale również jako znakomitego doradcę w zapobieganiu i w wychodzeniu z chorób. Jest bardzo wrażliwy na cierpienie chorego. Proboszcz miejscowy ks. kan. Otton Szymków, również honorowy obywatel naszego miasta tak powiedział o naszym „Magistrze“:  – To jest człowiek ogromnego serca. Dla najuboższych potrafi oddać wszystko. Ugotuje zupę, przygotuje coś do zjedzenia. Niejeden człowiek pukający do niego od drugiej strony apteki nie pozostaje odesłany z niczym. I lekarstwa, które rozdaje potrzebującym. One nie są sprzedawane, on je rozdaje. Ale też potrafi bardzo dobre nalewki zrobić.